Wycieczka do Paryża

Uncategorized Komentarze (5) »

Czwartek, 05.06.09, godz. 23:51

- Adam gdzie jest torba?

- Jaka torba?

- No moja taka niebieska, że niby podręczna.

- A nie wiem zapewne diabeł ją ogonem nakrył.

- A to super nie jadę, nie mam w co szmat spakować.

Po prawie godzinnym leżeniu na łóżku spowodowanym brakiem torby, w końcu wstałam i wygrzebałam z domu pająka wielką torbę na kółkach i zaczęłam pakować rzeczy na jutrzejszy wyjazd. Gdy wszystko było gotowe udałam się do spania zamówionego. Rano jak zwykle ten sam scenariusz co przed każdym wyjazdem, a mianowicie w dupie nie jadę spać mi się chce. Jeszcze trochę marudzenia i gotowi do drogi.

Adaś z wielką torbą, ja z prowiantem pod pachą, udaliśmy się  na autobus, który nawet nie raczył otworzyć drzwi gdyż za dużo osadników już gromadziło się w środku. Tak więc swego rodzaju tzw. mały przypał. Lecimy do głównej ulicy aby złapać taksówkę, łapiemy i jeszcze jesteśmy na miejscu przed znienawidzonym autobusem i jego kierowcą.

W pociągu nie za fajnie, siedzenia jakie mieliśmy były jakby czteroosobowe z gównianym stolikiem pośrodku, który skutecznie tłamsił nogi. No ale żeby tylko ten stolik był nie po naszej myśli, jako dodatkowy bonus wystąpili starzy Francuzi w roli towarzyszów. Ale nie żeby na tym koniec, po około 20 minutach jazdy pociąg zatrzymał się po kilku dodatkowych pasażerów, którzy okazali się też starymi jak poprzednicy ale tym razem Niemcami. Na szczęście tym razem mieliśmy doskonały zestaw podróżny. Zestaw składał się z wersji mini gry Guess Who?, talii kart, laptopa, 2 gazet w stylu Lady GaGa chodzi naga, chipsów, kolki, kanapek i ciastek.

W Paryżu byliśmy koło południa. Ustawiliśmy się w kolejce do maszyny sprzedającej bilety na metro. Kolejka może i była dłuższa ale przynajmniej nie trzeba było gadać z tymi na L…. Z biletami w łapkach skierowaliśmy się do bramek, które nie dość że były potwornie wąskie to jeszcze wyglądem przypominały poziomą gilotynę. Biedny Adaś ledwo co przelazł z tą masakryczną torbą.

Największą chyba różnicą pomiędzy metrem londyńskim a tym paryskim to taka że w Paryżu preferują schody oczywiście nie ruchome dla zminimalizowania ruchów jak w Londynie tylko normalne betonowe, zimne, oszczane schody. Ogólnie na niektórych stacjach paryskie metro jest uderzająco podobne do tunelu w Gdańsku czyli tzw. ryneczek a nawet więcej bo połączony z warzywniakiem a raczej z owocniakiem gdyż ani jednego warzywa tam nie wiedziałam za to pełno owoców. Są też śmietniki co jest dużym ułatwieniem życia. Jeżeli chodzi natomiast o sam pojazd paryskie metro bardziej przypomina śmieszny tramwaj z gumowymi kapciami, jest dużo wyższe od londyńskiego a drzwi otwierają sobie sami pasażerowie taką śmieszną dźwignią klamką zazwyczaj zanim metro zdąży się jeszcze zatrzymać. Nawet Adaś i ja sami spróbowaliśmy, super już potem cały czas i ani żeśmy nie czekali aż się zatrzyma. Dodatkowym plusem jest fakt posiadania zasięgu w komórce jadąc metrem. Autobusów piętrowych nie widziałam ale za to występują piętrowe pociągi tzw RER.

W hotelu który był sto kilometrów od centrum byliśmy po drugiej, pokój na ósmym piętrze, winda-check-jest. Ogólnie facet w recepcji dosyć był nierozgarnięty i chyba nie bardzo kumał. A więc Adaś do niego oczywiście zapytuje o internet a on na to odpowiada że zaraz sprawdzi, ……..o tak śniadania mają państwo wliczone. Po ponowieniu pytania facet w końcu zaczaił bazę i wytłumaczył nam że internet owszem jest ale trzeba wykupić można albo na 20 minut albo na godzinę, super od razu olaliśmy. Ładujemy się na górę, gramolimy się do pokoju a tam syf, jakieś stare pety moczące się w kubeczku i ogólnie niefajnie. Naszczęście zaraz pokój został posprzątany ale dla mincla już wystarczyło aby mikro szał wystąpił i złość.

Po rozpakowaniu szmat w sekundzie wyruszyliśmy zwiedzać. Adaś ładnie wcześniej wykumał co i jak z metrem i prowadził mnie jak kukiełkę. Na początek udaliśmy się zobaczyć Łuk Triumfalny. Nie powiem dosyć jest elegancki i robi wrażenie, przynajmniej mi się podobał. Najśmieszniejsze jest to rondo dookoła łuku, jest tak wielkie i straszne, zero pasów dosłownie co sekundę ktoś nie wie gdzie jechać i stoi na środku. Następnie że niby taki spacerek poszliśmy Polami Elizejskimi w kierunku Luwru. Po drodze jeszcze tylko zahaczyliśmy o McDonaldsa co spowodowało wielkie rozczarowanie.  Hamburgery nie dość że małe to jeszcze bardzo biedne a i do tego drogie, gdzie wiadomo, że McDonald to najtańsze miejsce na świecie. Ubogość owych hamburgerów polegała między innymi na braku wszystkiego, a zatem składały się z suchej buły no i mięsa, nic ująć, a dodać można by wiele. A i jeszcze wstąpiliśmy do Sephory aby obadać czy przypadkiem Chanel, że niby z Francji nie są tam tańsze, ale nie. Kierujemy się do wyjścia a tu nagle womanizer, womanizer i normlanie występy, że niby jakiś pokaz mody ale nie z udziałem sławnych modelek czy modeli tylko ze spedalonymi sprzedawcami w pełnym makijażu zaciasnych spodniach i bluzkach. Jednym słowem show maks, jakieś oklaski, krzyki, błyski fleszy, prawie jak na rasowym pokazie mody, prawie – robi wielką różnicę.

Nie będę nawet próbowała nikogo oszukiwać, że do tego Luwru to szybko doszliśmy. Bardzo ból stóp i jęczenie, gównie ze strony Adasia oczywiście. Jeszcze tylko jeden przystanek na lody połączony z siedzeniem na ławeczce i już widzę szklaną piramidę. Obowiązkowa sesja przed Luwrem i wchodzimy do środka. Ja jako wyrośnięte dziecko czyli poniżej 26lat weszłam za darmo, Adaś z kolei jako nadrośnięte musiał zapłacić. Zaopatrzeni w przewodnik TOP TEN, zaczęliśmy zwiedzanie. Ogólnie może być, ale praktycznie poza Wenus z Milo i słynną Moną Lisą nie ma tam nic ciekawego, za to łażenia w pip. W dodatku Mona Lisa dosyć nie imponuje rozmiarami to raz, dwa otoczona jest sznurem z frędzlami, trzy dwaj strażnicy łypiący okiem to tu to tam i cztery to masakryczna liczba ludzi zgromadzona dookoła. A zatem nie obyło się bez grzecznego pardon a pod nosem spadaj stary małpiszonie, inaczej nawet bym zdjęcia nie była w stanie zrobić. Poważnie wykończeni wróciliśmy do hotelu.

Następnego ranka z wielkim głodem i oczekiwaniem zeszliśmy na śniadanie a ledwo co zdążyliśmy, bo już prawie nic nie było. Dosyć mizernie zaprezentowali swoje zdolności kulinarne, ale cóż głód nie wybiera. Do wyboru mieliśmy kawałki bagietki, rogaliki, dżemiki, ser i szynka a i jeszcze ser i szynka a nie to już było, tak więc widzicie co nas spotkało, i że niby Francja digu digu a normalna bieda aż mysz piszczy. Najgorzej, że potwornie padał deszcz, Adaś cwaniaczek szapkę na uszy naciągnął i do przodu a mi nie pozostało nic innego jak siatkę na głowę i za nim w kierunku wieży Eiffela.

W metrze dosyć ciekawa sytuacja nas spotkała a mianowicie pełno kibiców nie wiadomo czego, trudno powiedzieć, sądząc po czerwono-żółtych strojach koguta, można by śmiało zaryzykować stwierdzenie, że byli to fani drobiu, a tak na poważnie to coś związane ze sportem. Owi kibice podążali tak jak my na pola marsowe. Niestety deszcz dalej naparzał więc zmuszona kupiłam od jakiegoś żyda parasolkę za 15 euro, a on do mnie „dziękuję”. Najgorsze jednak okazało się czekanie w kolejce do wieży Eiffela. Zajęło nam to około 2 godzin, masakren, jako dodatkowy bonus występowało przemoczenie stópek i zimno i gorąc na zmianę. Zakupiliśmy bilety na samą górę, i gęsiego po kolei do windy. Ruszyła maszyna, już nikt nie zatrzyma, coraz wyżej i wyżej i strach mnie ogarnął, że przecież ta wieża Eiffela to dosyć jest stara te windy też jakieś pół śmieszne. Kurczowo trzymając się poręczy dojechałam na górę. Widok super, panorama eleganteks, dużo ciekawsza niż ta Londynu, którą można zobaczyć z London Eye. Obadaliśmy dokładnie tam na górze co i jak, troszkę się tylko bałam do tych barierek podchodzić, z czego Adaś się zara ze mnie śmiał. Na drugim piętrze znajdowały się sklepiki z pamiątkami, jakiś bar i jako dodatkowa atrakcja gołębie w postaci szarej.

Następnie zahaczyliśmy o hotel inwalidów, gdzie ja jako dziecko poniżej 26 weszłam za darmo aby okiem własnym obadać grób Napoleona i potem zdać relacje z nudów Adasiowi. Aporopo tego wejścia za darmo to był tylko taki bonus dla turystów z Europy, a zatem przy zakupie bezpłatnego biletu zostałam spytana skąd jestem, odpowiadam ładnie że z Polski, a na to koleś do mnie, że chciałby paszport zobaczyć, a zatem wniosek z tego taki że debil nie wiedział, że Polska jest w Europie.

Kolejnym punktem był Panteon a więc szybko co sił w nogach pobiegliśmy na metro. Zdyszani wpadliśmy w ostatniej sekundzie i szybko do krypty bo ona była zamykana najszybciej. Trochę czasu zajęło nam robienie zdjęć w różnych pozach i ominęliśmy grób Viktora Hugo, ale co tam zdjęcia ważniejsze, żeby potem np. na szkapę wstawić. Ten cały Panteon to wogle trochę śmieszny jest, bo niby miał wyglądać jak ten Grecki a wogle tak nie wygląda, dwa owa krypta wygląda rodem jak z Egiptu, a ogólnie cały Panteon jak katedra St Paul w Londynie. W ten sposób znaleźliśmy się w dzielnicy łacińskiej.

Przechodząc koło narożnej restauracyjki zaintrygowała nas zupa, którą śmieszną mordką konsumował pewien Francuz. Więc od razu do środka, kelner: bonjur, my: hi, table for two, please. Zasiadamy przeglądamy menu, ale nie dojdziesz, co tam powypisywane. Nareszcie przylazł kelner i znowu z tym swoim francuskim wyjeżdża, na boga ręce opadają, no więc  mówimy mu, że tam taki pan jadł zupę i my chcemy taką samą, do tego winko i obowiązkowo bagietka. Troszkę nasyceni zaczęliśmy kręcić się po wąskich uliczkach, gdzie co kawałek zachęcani przez kelnerów w końcu ulegliśmy jednemu i znów w restauracji i znowu jedzenie. Zamówiliśmy ślimaki, dosyć się brzydziliśmy nie powiem, ale nie były takie 100% najgorsze. Trochę tylko na koniec wstyd sobie zrobiłam bo sprawdzałam czy aby żadnego nie przeoczyłam i tak grzebałam namiętnie mu w skorupce, że ni z tego ni z owego znienacka wyskoczył i odstawił popis taneczny na podłodze. Zara jakieś śmiechy chichy, ale pewnie nie byłam pierwsza, której się to przydarzyło, ta jasne tak se mów.

Z pełnymi brzuszyskami, rumieńcami na twarzach i lekkim szumem w głowie dalej zatłoczonymi uliczkami doszliśmy do stacji metra i już mieliśmy się ładować do środka, ale usłyszeliśmy, że ktoś coś gada, że Obama i Obama, kto to jest ten Obama?:) Wychodzimy ustawiamy się, wpatrzeni stoimy i czekamy. Policjanci coś kręcą, sieją tylko puste nadzieje, że to już a wcale nie już. W końcu chyba po półgodzinnym czekaniu, jadą, na początek eskorta na motorach, dalej opancerzone ciężarówki a z tyły normalnie z karabinami wystawieni jezu, ale się boję i dopiero za nimi tzw. super samochód z dwiema flagami, francuską i amerykańską. Głupie szyby były przyciemnione i dupa nic nie zobaczyliśmy, ale nagrany przejazd mamy a to już coś. Przez te wszystkie atrakcje zrobiło się dość późno toteż zaopatrzeni w winko o nazwie Muskador powędrowaliśmy do hotelu, muskadorrrr……….. ohydne było maks.

W niedzielę, a że była to pierwsza niedziela miesiąca do muzeum Orsay, centrum Pompidou i katedry Notre Dame weszliśmy za darmo. Zaczęliśmy od muzeum Orsay. Muszę przyznać, że jeżeli chodzi o zbiory to wydało mi się dużo ciekawsze niż Luwr. Pooglądaliśmy tam sobie obrazy takich osobistości jak Van Gogha, Moneta, Maneta, Renoira, Degasa czy Whistlera. Bardzo nam się to wszystko podobało, super jest ta matka Whistlera, którą pewnie bardziej znamy z komedii z Rowanem Atkinsonem czy jak kto woli Jasiem Fasolą.

Następnie pomaszerowaliśmy obadać katedrę Notre Dame. Strasznie się gorąco zrobiło toteż w środku było bardzo przyjemnie. Trochę mi się tylko nie podobało, że podczas gdy my zwiedzaliśmy katedrę trwała msza, nie powinni więc wpuszczać to tak nieładnie. Pomodliliśmy się w intencji zdrowych nóg u mnie i zerowej astmy u Adasia i wyszliśmy na zewnątrz aby ustawić się w kolejce na wieżę. Ładnie stoimy czekamy, kolejka ani drgnie, dalej stoimy, odwracam się do Adasia żeby mu się popsocić z nudów a tu ohydna morda jakiegoś potwora. Potwornie wrzasnęłam, zawał sto procent. Jakiś gość widocznie taka dodatkowa atrakcja przebrany prawdopodobnie za słynnego garbuska dzwonnika chodził i straszył ładne dziewczynki. Zniechęceni nieporuszającą się kolejką olaliśmy tą wieżę i w nogi.

Ostatni przystanek naszego zwiedzania to centrum Pompidou. Na placu spodziewaliśmy się zobaczyć pełno artystów szaleńców, czubków, ale przez głupi deszcz wszyscy się pochowali. Sto godzin jechaliśmy na górę schodami i coraz wyżej i wyżej a końca nie widać. Zaciekawieni sztuką nowoczesną bardzo nas się spodobały, rzeczy które tam zobaczyliśmy. Kolejnym punktem naszej wycieczki było stoisko z lodami, dosyć ciekawe nie powiem i te marmury. No więc zamówiliśmy te lody a tu proszę proszę normalna róża tyle, że bez kolców a za to do lizania, cwaniara śmiesznie lody ukształtowała nam w kształt róży. Jako iż był to ostatni punkt naszej wycieczki, leniwie wydając po drodze do reszty wszystkie monetki doszliśmy do hotelu.

I tak idąc Adaś z szapką na uszach ja z parasolką za 15 euro mijaliśmy różne stanowiska z pamiątkami, że niby z Paryża. I Adam do mnie, choć kupię ci czapkę, bo zaraz wiatr zawieje i parasolka skończy swój żywot. Ja mówię, że nie ma sensu po co i wgole nie. Dosłownie uszliśmy może z metr od straganu jak nie zawiało jak parasolce wszystkie wąsy wyszły, żałujcie żeście nie widzieli.  Ja szybko w kąt bo wiało niemiłosiernie, coś tam próbuje, składam, zaciskam, przeklinam i jak ją raptem połamałam już całą na amen. No i Adaś kupił mi jednak tą szapkę.

Nazajutrz spakowaliśmy manatki, z niechęcią zjedliśmy śniadanie, zdaliśmy pokój i w deszczu udaliśmy się na dworzec. Strasznie lało maks, paskudna pogoda. Trochę głupio wybrałam żeby wracać o 15 toteż trochę na dworcu sobie posiedzieliśmy. Wracając zrobiliśmy jeszcze test jak długo jedzie się tunelem, wyszło jak nic 20 minut, więc zbytnio się nie popisali.

Paryż, Terminator i Głód

Uncategorized Komentarze (9) »

kino REX

We wtorek przed lunchem zadzwonił do mnie Adaś i oświadczył mi, że właśnie wygrał wycieczkę do Paryża dla dwóch osób na premierę  Terminatora Salvation. Pierwsza myśl: ehe ta jasne już ci wierzę. Adaś słynie z tego że co sekundę serwuje mi kity w podobnym stylu a potem jakby tego było mało bezczelnie śmieje się ze mnie, że łykam wszystko jak pelikan i to wysokiej klasy. Po milionowych zapewnieniach że to nie żart w końcu uwierzyłam i zaczęłam kombinować jakby tu załatwić dwa dni wolnego. Wyjazd w czwartek rano a powrót w piątek w południe co daje dwa dni. Czytaj dalej »

Ekologia

Uncategorized Komentarze (0) »

No dosyć upłyneło wody w tamizie od ostatniego wpisu. Życie w londynie oferuje wiele różnych atrakcji o których napisze może innym razem. A tym czym czasem o ekologii. W różnych krajach ludzie mają rózne problemy. I tera w dajmy na to strefie Gazy ludzie głownie martwią się o to coby ich jakieś rakiety nie zabiły, w innych krajach ludziom brakuje czystej wody do picia. W Polsce zapewne głównym problemem jest co Kaczyński powiedział albo Palikot. W Anglii natomiast ma sie to zupełnie inaczej. Głodny to tu nikt nie chodzi;) Serio ostatnio bylem w kinie i widzialem takich kolosow ze weź, a ostatnio nhs się pochwalił, że w niektórych oddziałach powymieniał już fotele na takie zdolne udźwignąć 240kg. Wyglada to już jak konkretna kanapa, normalny Polak do by się poczuł konkretnie zagubiony na takowym. Co tu zresztą gadać skoro Polska jest w czołówce europy jeśli idzie o brak otyłości. W każdym bądź razie pracy też jest dosyć, jak kto nie lubi pracować to na jakichś benefitach (zasiłkach) leci. Polityka to kompletnie nikogo nie interesuje. Więc głównym tematem jest ekologia. Przejawia się to na różnych poziomach. Przede wszystkim bezpośrednio pod blokiem mam sześć różnych smietników, toteż się przyznam, że zdażyło mi się butelki po wódce do szkła wrzucić, a pudełka po pizzy do papieru. Następnie w sklepach sie ma do wyboru towary oznaczone tagami organic (sama nazwa w sobie jest głupia skoro wszystkie jedzenie jest organiczne tak czy siak) co za pewne oznacze ze jakieś bardziej ekologiczne jakbyśmy w Polsce powiedzieli, oraz fair trade, co oznacza ze biedny lud pracujący dostał większy udział. Ale są sprawy bardzo dziwne np. bilety lotnicze są tańsze niż kolejowe. Np. do Paryża taniej jest samolotem jak pociągiem, chociaż tam to akurat lepiej jest pociagiem jechac bo w sumie szybciej. No wiec te bilety na samol sie robia tańsze i tańsze, aż w końcu doszło do tego, że matka przyleciała do mnie w grudniu dwa razy do mnie tu na pare dni była. No i za każdym razem bilet kosztował wszystkiego razem z 50zł i to dla dwóch osób w dwie strony. No to se możecie wyobrazić, że matka dosyć często se lata jak zresztą wszyscy. I w końcu pojawiła się pewna grupa nie zadowolonych ludzi, którzy mają już dosyć tych samolotów, że to niby zanieczyszcza środowisko czy coś, wdarli się na pas i zablokowali ruch. Takie tu ludzie mają problemy i lubią o nie walczyć. Lubią również pod harrodsem się nie którzy ustawić ze zdjęciami obdardych ze skóry zwierząt, żeby zaprotestować przeciwko sprzedaży futer. Ale najlepszy był Paul Macartney, jak se zamówił elegancki ekologiczny samochód z japonii i mu go samolotem dostarczyli w ten sposób zanieczyszczając środowisko bardziej niżby normalnym samochodem przez całe życie. i takie to są sprawy

Zamordyzm

Uncategorized Komentarze (2) »

Zamordyzm w Anglii prawie nie występuje. Dajmy na to takie czerwone światło, co nie. Nie żeby, kto to poważnie traktował normalnie każdy se elegantex przełazi. I prowadzi to do ciekawych sytuacji w stylu, że samochód musi użyć klaksonu żeby na swoim zielonym przejechać a jak kto rowerem to na samochód musi poczekać, bo ludzie nie przepuszcza. A zazwyczaj dosyć sporo ich się kłębi. Prawie tak jakbyś z kościoła na morenie wychodził ino cały czas i wszędzie. Prawie raz się dziki zrobiłem jak widziałem policjantów po drugiej stronie ulicy, ale jak przykumałem, że oni też przełażą na czerwonym to już ani się nie czaiłem.

Nie to, że wcale nie ma jakichś reguł, co by się ludzie ich trzymali. Ale jest ich nie wiele i są od dawna. Np. zakaz palenia wewnątrz budynków. Wprowadzili całe to złe jakiś czas temu i o dziwo wszyscy są temu posłuszni, a muszę dodać, że przedtem ludzie palili wszędzie np. na stacji. W Polsce ludzie palą czasem na peronie, ale żeby palić na stacji to już jest przypał. Jeżeli idzie o spożywanie alkoholu w miejscach publicznych, to prawie miesiąc temu wprowadzili zakaz picia w metrze, czyli że przedtem nie było zakazu ;) Natomiast jak żłopiesz na ulicy to policjant może ciebie poprosić żebyś wylał ale też tylko w niektórych wyznaczonych strefach i nie żeby ci jakiś mandat zaaplikował, czy coś.

Następnie sprawa stroju. Oczywiście ludzie łażą ubrani jak chcą czasem ma to podłoże religijne czasem gustu. Zawsze, ale jest zabawnie zobaczyć policjanta, który zamiast specjalnej czapki ma turban i do turbana przyczepioną odznakę, podstawa. Podobnież jak na kasach w sklepach w tych specjalnych hustach muzułmańskie dziewuchy sprzedają dosyc jest beka. Albo jak kto w kozakach w lecie dowala i dla odmiany w kapciach i szlafroku w zimie w metrze ;)

Czasami, ale to już z tym przeginają, dajmy na to taki fanta hair-cut (jak kto nie zna tu link) i w ten sposób ostrzyżoną dziewuchę widziałem w ostatnią sobotę w tate modern ale nie że ona tam była jako wizytor ona tam pracowała podstawen. Zasadniczo sprawa wygląda w ten sposób, że jak dajmy na to zagapię się na jakieś towary w burym i tym samym zablokuję przejście to po chwili usłyszę ‘xcuse me, wtenczas ja się przesunę z lekka odpalę sorry wymienimy sobie uśmiechy i ogólnie zdarzenie zaliczy się do przyjemnych. Natomiast prawie jak jechałem windą, w tate modern i jacyś ludzie chcieli wysiąść, z tym, że leczuś stał w przejściu. To ci ludzie przecisnęli się bez słowa bokiem jakoś i jak już odeszli parę kroków usłyszałem po polsku: „stoi taka w środku i się nie ruszy”. Dlatego na początku zaznaczyłem że zamordyzm w anglii zasadniczo nie występuje chyba że na twoje nieszczęście napotkasz jakichś Polaczków ale ;)

Socialising

Uncategorized Komentarze (0) »

Kolejnym filarem Anglii jest tzw. socialiasing a mówiąc po naszemu – picie. Odbywa się to – nie jak w Polsce głównie w domach – ale tak bardziej w różnego rodzaju pubach. Co jest ciekawe Anglicy wolą iść do miejsc gdzie już jest tłok i stać potem na ulicy godzinami. Dziwny to widok. W ostatnią sobotę w ten właśnie sposób spotkałem się ze sporą grupką Agi znajomych. Zaczęło się od wymiany grzeczności w stylu, ale schudłeś i takie tam, chociaż wiem doskonale, że moja waga taka sama jest jak zawsze – bardzo straszna. Sobie automatycznie wyobraziłem sytuację, że za parę lat przyjdę do polski odwiedzić Monikę i ona wstępnie swoje dzieciaki wyszkoli żeby grzeczne do wujka z Anglii były i na pewno wyskoczą z tekstem o wujku, ale ty schudłeś a ja na to dobre dziecko masz tu dyche;)

Następnym etapem jest tzw. kupowanie rund. Nie ma tu zbytnio zwyczaju żeby ktoś kupował drinki tylko dla siebie jak już to dla wszystkich i potem, kto inny leci z koksem. Jeżeli idzie o te drinki to skoro socialasing występuje przynajmniej raz w tygodniu, (ale zazwyczaj częściej typu w czwartek z ludźmi z pracy w piątek z kumplami z poza) to dosyć obrzydłe są te wszystkie lagery a nawet stara dobra wódka z kolą i się zabieram ostatnio za różne koktajle, z czego prym wiedzie mojito.

No i natenczas przychodzą gadki. Prawie tu łatwiej idzie znaleźć temaciki po pierwsze przeważnie nie zna się większości osób, więc można zacząć od pytania skąd znasz dajmy na to Celine. Gdzie akurat Celine to jest jedyna osoba, którą znasz. I jeżeli nie usłyszysz, że ‘właściwie to nie znam’ ;) pięc minut prawie zleci. Wówczas płynne przejście w drugie pytanie skąd jesteś i tu zazwyczaj zleci z 10 minut, bo zawsze stoi za tym skomplikowana historia typu zasadniczo to jestem z Turcji, ale się urodziłem w Australii a tu się gromadzę 11 lat. Ładnie wtedy można rozwinąć temat w kierunku czy byś prawie nie chciał się do Australii przenieść i takie tam. I już nie ma nudów. Podstawa bazy.

usługi

Uncategorized Komentarze (0) »

Tym razem postanowiłem napisać o różnego rodzaju usługach (services), które występują w Anglii. Zasadniczo usługi to jest podstawa Anglii, jeśli np. kupujesz komputer to jest on zazwyczaj relatywnie tani, ale za to automatycznie próbują ci wcisnąć rozszerzoną gwarancję i w tym upatrują swój główny zysk.

Z tymi usługami w Anglii związane są dwa dalsze zagadnienia direct debit oraz call center. Direct debit to jest bardzo często warunek otrzymania usługi i polega on na tym, że opłatę za usługę zdejmują ci bezpośrednio z twojego konta w banku, bez twojego udziału. Z jednej strony jest to wygoda, z drugiej czasem może być problem żeby takową usługę odwołać (cancel).

Jedną z takich usług jest lovefilm.com. Jest to swego rodzaju wypożyczalnia dvd. Tyle, że nie posiada ona punktów, do których mógłbyś się udać. I tu docieramy do kolejnego ciekawego zagadnienia Anglii, mianowicie celem zminimalizowania kosztów większość usług nie posiada stacjonarnych punktów obsługi klienta a jedynie te call center. Call center polega na tym, że żeby cokolwiek załatwić musisz dzwonić pod wyznaczony numer, który łączy cię z jakimś biurem w Indiach. Minus tego jest taki że ciebie pytają what is your noom ;) zamiast name i ogólnie ciężko jest ich skumać. Plus, że są czynni jakby zawsze łącznie z niedzielą.

Wracając do tego lovefilm to zapisać się jak zawsze jest bardzo prosto, się rejestrujesz na stronie internetowej albo wysyłasz pocztówkę na freepost (opłata przeniesiona na adresata) i gotowe. Żeby ciebie skusić to ci dadzą dwa tygodnie gratis albo nawet L10 gotówką, co nie jest niczym nadzwyczajnym. Np. jak bierzesz jakąś komórkę to nieraz nie tak jak w Polsce, że ci dają za 1zł tylko ci dadzą playstation gratis albo nawet L300 gotówką. I jak już jesteś zarejestrowany to wybierasz sobie na stronie filmy, które chcesz obejrzeć, przysyłają ci je pocztą i jak obejrzysz to odsyłasz na freepost.

Jak chcesz ale zrezygnować z tej usługi to już musisz zadzwonić oczywiście. Co leczy, ale tylko z lekka, bo można dzwonić nawet i w niedzielę. Ja tak z pół roku nie korzystałem, ale mi się nie chciało zadzwonić to mi zdejmowali elegancko z konta po L10. Ogólnie sprawa wygląda w ten sposób, że sporo rzeczy idzie załatwić tylko przez Internet, ale nie wszystko. Dajmy na to chcesz zmienić parametry swojego abonamentu na komórkę idziesz do miejsca skąd ją wziąłeś i co oni robią, mają tam taki telefon dzwonią na call center i przekazują tobie słuchawkę — podstawa. Podobnie jak ci wysiądzie Internet od virgin to możesz wysłać maila. Wtedy ci zadadzą sporo pytań. Odpiszesz i wtedy ci odpiszą: wygląda na to że twój Internet nie działa, zadzwoń na numer…

nhs

Uncategorized Komentarze (1) »

Ostatnio przeczytałem parę postów ojca na temat nhsu na jego blogu i dosyć te historyjki masssakryczne są, żeby nie powiedzieć nieprawdopodobne. Postanowiłem więc przytoczyć inną równie jeśli nie bardziej ciekawą sprawę, żeby wykazać, że nie trzeba w stylu bilda pisać żeby to było interesujące. Nie usłyszałem o tym co prawda od mojego kolegi tylko przeczytałem w investors chronicle ale cóż ;)

No więc temat dotyczy płacenia za lekarstwa na raka. Jak wiemy prawdopodobieństwo zachorowania na raka jest wyższe niż wygrania w totolotka więc warto się zawczasu zorientować jakie są opcje. Sytuacja wygląda częściowo podobnie do tej w Polsce w tym zakresie, że istnieją leki refundowane no i oczywiście te nowe, bardzo drogie, które nie są. I tu pojawia się różnica, o ile w Polsce, jak mi się wydaje, płacenie za lekarstwa jest jakby normą, tutaj jeżeli zaczniesz używać leków spoza listy automatycznie wszelka inna pomoc nhsu zostaje ci odebrana i żaden lekarz z nhsu ciebie nawet nie zbada o pobycie w szpitalu nie wspominając.

I tu na odsiecz wyrusza inny angielski patent: ubezpieczenia. Rynek ubezpieczeń w Anglii jest z leka bardziej rozbudowany jak ten w Polsce można np. ubezpieczyć swój styl życia ;) na poczcie ale ;) No i na przykład virgin oferuje ubezpieczenie od raka. Tzn. za np. L70 miesięcznie otrzymasz od L10000 do L100000 w zależności od tego jak poważny będzie twój stan. Z kolei organizacja WPA zapłaci za twoje leki i poda do sądu lekarza który ci odmówi leczenia plus zapłaci za prywatnego za opłatę w wysokości twój wiek plus 5%, no i palacze płacą podwójnie. Będą to raczej lekarstwa zaaprobowane przez NICE, AXA PPP skolei zapłaci również za te z europejską licencją natomiast Bupa to nawet za takie które są jeszcze w fazie testów.

Silnik: Wordpress - Theme autorstwa N.Design Studio. Spolszczenie: Adam Klimowski.
RSS wpisów RSS komentarzy Zaloguj się